poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Rozdział 15




Nadal stojąc w szoku patrzyłam na idących w moją stronę chłopaków. Przepraszam dwóch debili.

-Co. Wy. Tu. Do. Cholery.Jasnej.Robicie.? – Wycedziłam po przez zaciśnięte usta. Adrenalina wzbierająca się we mnie,  zaczęła buzować. I to nie w ten pozytywny tylko w   negatywny sposób.

Czułam dziwne nerwy przechodzące w moich żyłach. Takie dziwne, jakie nigdy nie doznałam. Niemiłe a jednocześnie niespodziewane i przyjemne.

Nie czekając na odpowiedź Krisa i Tomasa podeszłam szybkim krokiem do Al. Chwyciłam ją za nadgarstek i nie dbając o to że zostawiamy tam plecaki i piłkę skierowałam się w stronę ścieżki którą tu przyszłyśmy.

Po kilku chwilach usłyszałam szept mojej przyjaciółki.

-Uważasz że to dobry pomysł?- umilkła na chwilę a ja nie zwalniałam i nadal trzymając ją za rękę kontynuowałam nasz marsz. - nie chcesz nawet z Nim pogadać?

-Nim? To wszystko przez niego!  To jego wina. To on wszystko zaczął! Gdyby nie przeczytał mojego pamiętnika nic by się nie zaczęło. Nadal było by tak jak wcześniej.

Nawet nie zorientowałam się kiedy się zatrzymałyśmy i patrząc prosto w jej oczy, doszukiwałam się odpowiedzi. Odeszła kilka kroków do tyłu i odpowiedziała.

-Gdyby nie On. Nadal tkwiłabyś w kłamstwie. Nadal okłamywałabyś samą siebie. Nie byłbyłśmy tu. I nie myśl że nie widzę jak coraz częściej zaczęłaś się uśmiechać, nie to że się nie uśmiechasz. Ale twój szczery uśmiech i widoczne w oczach iskierki szczęścia sprawiają że i ja chcę się uśmiechać, a to dopiero początek Tego wszystkiego.-zatoczyła ręką okrąg. –Więc? Wszystko zależy od ciebie.


Jeśli tam pójdę będzie to wyglądać jak bym się poddała i chciała z nim z pogadać jakbyśmy się choć kolegowali. A tak nie jest. I chyba nigdy nie będzie.


-Wiesz że teraz już jest za późno. Gdybym chciała z nim grać zaczęła bym ostatnim razem. A nie teraz.

-Alex przestań iść pod wiatr! Ogarnij się! Nie rozmawiając z nim pokazujesz mu że Ci nie zależy na grze. Wiesz jak on myśli. Sama to zaczęłaś i nie wywiniesz się z tego tak łatwo. Tak czy nie on dużo namieszał w twoim życiu i nie wieże że nie chcesz się na nim zemścić. Choć odrobinę.- Alison popatrzyła na mnie błagalnie.


Nie spodziewałam się po niej takich słów. Nawet nie wiedziałam że ona tak to postrzega. Uważałam że jeśli pozwolę Krisowi wejść ponownie w moje życie znów skończy się to tak samo. Ale przecież ja nie jestem już taka słaba jak wcześniej. Nie jestem już tą samą osobą co wcześniej. Zmieniłam się. I to właśnie ta zmiana pozwoliła mi być tym kim tak naprawdę zawsze byłam , ale nikomu nie pokazywałam prawdziwej mnie. Tak długo się ukrywałam. Tak mnóstwo czasu straciłam. I choć uważam tego pieprzonego gnojka za osobę niegodną mojego zaufania, jest już za późno na zmianę. Wszystko zaczęło się od mojego pamiętnika i choć Kris wygadał Tomasowi o mnie, nikomu innemu nic nie powiedział. Nikt nie wie. Zawsze się z nim kłóciłam i zawsze, nawet najmniejszy szczegół który mógł mnie ośmieszyć rozchodził się poszkolne błyskawicznie. To zachował dla siebie.


Nie wiem jakie są jego prawdziwe intencje. I choć nigdy mu tego nie powiem. Dzięki niemu wiem już co straciłam. I powinnam mu za to podziękować. Ale to się raczej nigdy nie stanie.


W prędkości światła chwyciłam Al za nadgarstek i zaciągnęłam a boisko.

Ale nie spodziewałam się tego że oni będą siedzieć pod bramką i gadać! Serio?! Moje myśli
zaczęły wirować.
Gdy na nich popatrzyłam Kris siedzący twarzą do nas skierował swoje oczy na wprost mnie. Przez jego przeszywające spojrzenie przeszły mnie ciarki. Przerwał swoją rozmowę z Tomasem, której z tej odległości nie mogłam usłyszeć. Obaj wstali z trawy i patrząc na nas dalej stali obok bramki.

-Wiedziałem że wrócicie. – na jego ustach wymalowany był  złośliwy uśmiech. Ta pewność w jego słowach mnie zdziwiła. Skąd on mógł to wiedzieć do cholery?

Gdy to usłyszałam, aż chwyciłam Al mocnej za nadgarstek.

-Nie myśl że Twoja gadka szmatka przekona mnie do zakumulowania się z wami. – puściłam Al. I skierowałam się z nią u boku w ich kierunku. Gdy przed nimi stanęłyśmy odezwałam się jak dla mnie nie zbyt pewnym głosem.- Wiem czego chcecie. I zgadzam się na to tylko i wyłącznie dlatego że nie mamy z kim innym poćwiczyć.

Z jego twarzy nie schodził uśmiech jedyne powiększał się . Odpowiedział mi z lekką chrypką.

-I tego chcecie? – jego głos stał się szyderczy.-Nie macie z nami szans. Widziałem czego próbujesz jej nauczyć. –Jego wzrok przesunęło się pomiędzy mną a Alison.- Nie uda Ci się. Dziewczyny nie potrafią się tego tak szybko nauczyć. Nie będę już mówił o jej kondycji.

Przeszyłam go groźnym spojrzeniem. Jak on śmie tak o nas mówić! A zwłaszcza o mojej przyjaciółce!

-Może i jesteśmy dziewczynami i Alison nie jest zawodowym graczem a dopiero się uczy, ale w przeciwieństwie do pewniej osoby, potrafi oderwać wzrok od piłki podczas biegu.

Oboje wiedzieliśmy że mówiłam o nim. I choć już opanował swój zły nawyk wiem że w stresie może do niego wracać. Nie tak łatwo pozbyć się starych przyzwyczajeń.  

Jego uśmiech zniknął a z jego twarzy mogłam wyczytać tylko i wyłącznie złość. Przymknął na chwilę oczy i zacisnął mocno usta. Był zły. Nie on był wkurwiony.

Czekałam tylko i jedynie na jego wybuch. Ale tego co zrobił naprawdę się nie spodziewałam.

Zauważyłam gdy jego oddech stał sie szybszy, ale po chwili uspokoił się i jak za dotknięciem magicznej różdżki na twarzy wykwitł uśmiech odsłaniający jego idealnie proste i białe zęby. Ten uśmiech był szczery i aż zdziwiłam się gdy dostrzegłam w jego oku błysk.

- Chce Cię zobaczyć w akcji Alex. – Jego głos był jeszcze bardziej zachrypnięty niż wcześniej. A moje imię wypowiedział wolniej i bardziej dosadnie. Poczułam jak po moim ciele przechodzi dreszcz ekscytacji. Tym jednym zdaniem już mnie miał.  Te słowa powiedział ostatnim razem a potem tłumaczył się o jaką akcje mu chodzi. Był zawstydzony.  Wtedy pierwszy raz od bardzo dawna, widziałam jego prawdziwą twarz. 

On jest niewyżyty seksualnie i choć ma opinie 3Z(zwieść, zaliczyć,zostawić) dziewczyny nadal go uwielbiają.

Gdy powiedział te słowa z radością na twarzy aż się przestraszyłam. Miał mnie. Miał mnie do tego stopnia że aż wybuchłam niepohamowanym śmiechem gdy oni pozostali poważni.

Chwyciłam się za brzuch i nadal śmiałam. Rozluźniając przy tym tą napiętą atmosferę. Aż usta zaczęły mnie boleć. Gdy w końcu się uspokoiłam nawet na wcześniej poważnej twarzy Tomasa dostrzegłam cień uśmiechu. Chichot Alison zwrócił moją uwagę. Gdy na nią spojrzałam, uświadomiłam sobie że nie przyszliśmy mu tutaj gadać tylko grać.

-Dobra ruszcie dupy. – Popatrzyłam na chłopaków wyczekująco. – To się tyczy tylko was. My już jesteśmy godowe.

-My też. – Odpowiedział na moje słowa Tomas. Ale.. co? Jak?

Zlustrowałam ich wzrokiem. Obaj mieli na sobie czarne dżinsy. Kris czarną bluzę z niebieskimi rękawami do tego korki a Tomas  zwyczajnie całą szarą bluzę i buty wow… też korki. Dość dziwnie wyglądali w takich strojach. Oni zazwyczaj grają w krótkich spodenkach i koszulkach z krótkim rękawem. Nawet w taką pogodę jak teraz. Nie jest zbyt zimno, ale żeby od razu bluzy i najbardziej niewygodne spodnie do grania na świecie?  Nawet nie mają przy sobie plecaków z ciuchami na zmianę.  I oni chcą z nami gra? Tylko buty mają dobre. Co oni kombinują?

-Jak macie zamiar grać w tych wściekle obcisłych spodniach? –  Odezwała się Alison obok mnie. Myślimy o tym samym. Uniosłam brwi do góry w zdziwieniu.

Oni jedynie popatrzyli na siebie z szatańskimi uśmiechami i jak gdyby nigdy nic zaczęli ściągać swoje spodnie. Otworzyłam swoje oczy szerzej w szoku. Już myślałam że ujrzę bokserki obydwu, gdy zauważyłam jasno zielone kolory charakterystyczne dla naszej męskiej drużyny piłkarskiej. Gdy już obaj jedyne co mieli na sobie to stroje do gry nie patrząc na nas. Nadal stałyśmy w miejscu zaskoczone i pomysłowością. Zaczęli się kierować na drugą połowę boiska zgarniając po drodze piłkę.

Po otrząśnięciu się z lekkiego szoku obróciłam się w stronę Alison.

-Musimy mieć jakiś plan. – popatrzyłam na trochę wystraszoną twarz Alison.- Serio teraz się boisz ?

-Przecież oni są o wiele lepsi ode mnie! – Podniosła odrobinę głos  unosząc ręce do góry.- nie mam szans z dziewczynami z drużyny a co dopiero z chłopakami! I to z atakującym i pomocnikiem!

-Hej, hej uspokój się- podeszłam do niej i chwyciłam ją za ręce. -daj spokój. Przecież nie zrobią Ci krzywdy.-chociaż gdy obróciłam na chwilę głowę w ich kierunku dodałam.-chyba.

Al się wzdrygnęła.- Sama widzisz. Nie mamy z nimi szans!

-Alison Brown chyba zapomniałaś z kim rozmawiasz. Jeszcze chwilę temu byłaś za tym aby z nimi zagrać a teraz masz pietra ? To ty mnie namówiłaś abym Ci pomagałam opanować piłkę. Razem trenowałyśmy. Wystarczy że będziesz dobrze do mnie podawała. To wychodzi Ci świetnie. – chwyciłam ją za ramiona pocieszająco – wiem że to trudne ale gdy będziesz przy piłce a na wprost Ciebie będzie stał Tomas lub Kris po prostu kopnij piłkę w stronę bramki najmocniej jak potrafisz.

-Jeśli wcześniej nie padnę na zawał. –wtrąciła- Boje się z nimi grać. Do tego jestem do dupy w grze.- Serio? Teraz mi to mówisz?

Teraz już nic nie zdziałam, przecież nie zrezygnuje tak nagle. Wyszła bym na tchórza. A do tego nie mogę dopuścić. Do tego za bardzo się nakręciłam na tą grę. Jedyne co mogę to podbudować jej samoocenę

-Długo będziecie jeszcze gadać?! – Usłyszałam głos Tomasa z oddali.

-Jeszcze minuta! – odkrzyknęłam. Nie patrząc w ich stronę. Po czym zwróciłam się Ali.

-Słuchaj.  Ja też się bałam grać z lepszymi ode siebie. Ale dzięki porażką doszłam tak daleko. A ty wcale nie jesteś do dupy.- pokręciłam przecząco głową i spojrzałam w jej niebiesko szare oczy.-zrobiłaś dużo postępów jak na tak krótki czas. A jeśli będą mieć zbyt dużą przewagę nad piłką i obaj będą biec w stronę naszej bramki po prostu biegnij w stronę ich bramki. Dobra.

-ech- odetchnęła. –Dzięki. Dobra z Ciebie przyjaciółka.- Uśmiechnęłyśmy się do siebie.

Damy rade. Damy rad. Na pewno damy radę.

Czemu oni do cholery mają piłkę?!

-Hej! My zaczynamy! – obaj obrócili się w naszą stronę. Staliśmy już na środku boiska. Mierząc mnie wzrokiem.

-Niby dlaczego? – Kris przekrzywił lekko głowę w bok. – Aaaa, może dlatego że jesteście dziewczynami ? Czy może dlatego że jesteście słabsze?

Czułam jak adrenalina wrze w mojej krwi. Nikt od dawna tak bardzo mnie nie wkurzył. Nie byłam tak wkurzona nawet wtedy gdy czytał mój pamiętnik, gdy z nim grałam… On wiedział co mówi. Chciał mnie zdenerwować. I udało mu się to. Na Maxa.

Jego uśmiech satysfakcji wkurwiał mnie jeszcze bardziej.

Wiedział że nie wiem co powiedzieć, więc odpuszczę. On zna mnie lepiej niż przypuszczałam.

-Więc zaczynajmy. –powiedziałam przez zaciśnięte zęby.

Zaraz się na nim zrewanżuje.


Tomas podał piłkę do Krisa rozpoczynając grę.  Ja stałam naprzeciwko Krisa czekając na jego ruch. Kątem oka spostrzegłam Alison która podbiegłą do Tomasa osłaniając go.

Znów patrząc na te błękitne oczy, zdałam sobie sprawę, że tym razem pokaże mu na co  mnie naprawdę stać. On też spoglądał na moje oczy ale naglę speszony moją  natarczywywością spuścił swój wzrok na piłkę.

Nie muszę znać swojego przeciwnika tak dobrze jak Krisa żeby wiedzieć co zrobi. On jest taki przewidywalny. Zbliżyłam się do niego jeszcze bliżej i właśnie wtedy obrócił się na prawej stopie robiąc obrót z piłką o 180  stopni i zaczął biec w stronę naszej bramki. Jest szybki. Ale nie szybszy niż ja. Wślizg. To jedyne co mi teraz chodziło po głowie. Zemszczę się odbierając mu piłkę w sposób w jaki by się nie spodziewał. Co prawda dawno go nie robiłam. Miejmy nadziei że nic sobie ani jemu nie zrobię. W końcu jestem mistrzem. Co mogłoby pójść nie tak?

Alison zaczęła biec za Tomasem do naszej bramki. Biegłam zaraz za Krisem. On zaczął zwalniać pewnie wyczuwając dobry moment na podanie.

I to był ten moment. Piłka byłą w idealnej pozycji do przejęcia po przez wślizg. Wzięłam mocny zamach jedną nogą zniżając się do ziemi. To był właśnie ten momęt, w którym Kris postanowił biec dalej do bramki. Zmieniając swoją postawę. Więc zamiast trafić w piłkę,  podcięłam jedną nogę Krisowi.

Przez mój nieudany wślizg, oboje wylądowaliśmy na chłodnej trawie wpatrzeni w swoje oczy.

Z  tak bliska mogłam dostrzec że jego oczy nie mają oni odrobiny przebarwienia. Tak jak moje są idealnie zielona jego są idealnie niebieskie. I choć często widzę jego oczy w gniewie, teraz widziałam tylko i wyłącznie oczy szeroko otwarte w zaskoczeniu i szoku.

W kilka sekund zrozumiałam że oboje leżymy na trawie. i to jest bardzo ale to bardzo dziwne. Teraz jestem jeszcze bardziej wkurzona niż wcześniej.

-A jednak na mnie lecisz. I to dosłownie!- Zaśmiał mi się w twarz oddaloną o kilka centymetrów. Czułam jak jego mięśnia napinają się. To było dziwne uczucie.

-Złaź ze mnie. –Powiedziałam stanowczo, nadal patrząc w jego oczy.

-Nie mogę.-Powiedział rozbawiony.

-Niby dlaczego? Złaź i to już!

-Kochanie.- powiedział spokojnie. A mnie znów przeszły ciarki na jego słowa skierowane do mnie. – nie mogę z Ciebie zejść, bo to ty leżysz na mnie.

Momentalnie poczułam jak moja twarz robi się czerwona ze wstydu.  Wyszłam na idiotkę. Byłam tak zapatrzona w jego twarz że nawet nie zauważyłam kto na kim leży?! Jak głupia jestem?


-***-

Pozdrawiam :*